Sezon grzewczy już rozpoczęty. Także u nas. Wcześniej jednak trzeba było zadecydować co - oprócz nas samych i naszych psów oczywiście - będzie nas grzało.
Wygodne i stąd popularne w mieście sposoby z góry odpadły. Na naszej wsi nie ma sieci gazowej, o sieci ogrzewania tzw. systemowego nawet nie wspominając. To niewątpliwy "koszt" wyprowadzki na wieś, przynajmniej z perspektywy mieszczucha, który tylko czeka na to "kiedy zaczną grzać", a kaloryfery "same" zrobią się gorące. Z kolei zasilanie ewentualnego pieca gazowego ze zbiornika wydało nam się nieopłacalne i w sumie nieco kłopotliwe (instalacja i obsługa zbiornika). Ogrzewanie elektryczne...tu i tak wszystko jest na prąd, tylko że w eksploatacji jest to najdroższe rozwiązanie...
Pozostawały więc albo sposoby tradycyjne albo bardzo nowoczesne.
Te pierwsze w postaci pieców na wszystko (tzw. śmieciuchów) oraz pieców na drewno królują w naszej okolicy. Zawłaszcza piece na drewno (co nowocześniejsze w wariancie tzw. zagazowującym) są tu popularne. Okolica obfituje bowiem w lasy. Czy jednak drewno będzie równie tanie i dostępne za 5, 10, 20 lat? Czy będzie nam się chciało ścinać, rąbać, układać? Wynajęcie do tego ludzi kosztuje, a nasze wydelikacone miejskie ręce nie przywykły jeszcze do siekiery i piły, nie mówiąc o tym, ze żal nam każdego drzewka (miejscowi podśmiewają się, że JESZCZE nam żal). A co z sezonowaniem drewna? W zasadzie jest konieczne. A kto będzie regularnie dokładał do pieca? Chcemy się zaszyć na wsi, ale nie chcemy być jej niewolnikami przywiązanymi w zimie do pieca...
Najpoważniej rozważaliśmy piece na tzw. pellet lub ekogroszek. Wybudowaliśmy nawet w tym celu specjalny komin. W obu przypadkach zasada działania jest podobna i eliminuje cześć mankamentów tradycyjnego pieca. Przede wszystkim z uwagi na zasobnik paliwa odpada konieczność częstego dokładania do pieca. Pozostaje konieczność składowania paliwa, konserwacji i dozoru (w końcu to jednak żywy ogień). Trudno taki piec zostawić samemu sobie np. na tydzień.
Wychodzi na to, że nic nam nie pasuje. Znalazło sie jednak rozwiązanie...
Pamiętacie wykopki na naszej łące, o których parę tygodni temu wspominaliśmy?
 |
| Fot. Akcja migracja |
Nie, nie budujemy drugiej Wenecji ani Kanału Panamskiego.
 |
| Fot. Akcja migracja |
Te rowy mają nas...ogrzać, a ma to nastąpić, dzięki tej oto skromnej "lodówce":
 |
| Fot. Akcja migracja |
I faktycznie grzeją. Jeszcze nie czas na podsumowania, ale sprawność pompy ciepła powinna osiągnąć co najmniej 1:3, czyli 1 kWh energii elektrycznej ma nam dać 3 razy tyle ciepła. Czysto, cicho, bezobsługowo. No, zobaczymy...
Na wypadek kryzysu energetycznego postanowiliśmy się jednak zabezpieczyć:
 |
| Fot. Akcja migracja |
 |
| Fot. Akcja migracja |
Bez rąbania więc się jednak nie obejdzie :-)