Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 lipca 2015

PODJAZD - CZYŻBY KONIEC PROWIZORKI?

Podjazd... reprezentacyjna cześć tradycyjnego podwórza, która łącząc estetykę z wygodą, dopełniać ma bryłę budynku, podkreślać wejście do domu, płynnie łączyć się z ogrodem i wnętrzami. Tyle teoria. Praktyka w naszym wykonaniu wygląda jak dotąd tak:
Fot. Akcja migracja

Z powyższych wymogów niewątpliwie spełniony jest jeden - płynne połączenie z ogrodem i wnętrzami domu. Piach przy wybitnym współudziale naszych piesków bardzo płynnie łączy się z wszystkim wokół.

Chcielibyśmy tą wielką piaskownicę nieco ograniczyć, a wejście do domu ucywilizować. Rodzi to dylematy, o których od czasu wykończenia elewacji zdążyliśmy już nieco zapomnieć - jak, czym, za ile? Przede wszystkim jednak zastanawiamy się jak ten nasz podjazd ma wyglądać.
Fot. Akcja migracja

Na razie najbliższa jest nam koncepcja "płyto-betonowa", może mało "wsiowa", ale taka prosta, minimalistyczna estetyka odpowiada nam najbardziej, mimo że wydaje się bardziej pasować do miejskich klimatów.
Fot. Akcja migracja

Jak zawsze problemem jest też kolorystyka. Biel, czerń, szarość, to, zważywszy na kolory elewacji, jasne, tylko w jakich proporcjach użyć tych barw?
Źródło: libet.pl
No nic, zobaczymy co nam wyjdzie i jak zareaguje na nasze wymysły wykonawca, z którym dziś mamy się spotkać.
 

poniedziałek, 13 lipca 2015

PROTOTYP - ZAPOWIEDŹ

Dziś szybciutko - tylko krótka zapowiedź najbliższego wpisu. Obszerna relacja wkrótce.
Fot. Akcja migracja

sobota, 7 lutego 2015

O KUCHNIA! CZ. II

To były długie i męczące dwa dni...
Fot. Akcja migracja

Przez nasz dom przeszło wykonawcze tornado...
Fot. Akcja migracja

Było trochę nerwów, były chwilę zwątpienia, gdy niektóre części kuchennej układanki wydawały nam się nie takie jak powinny... Przypomnieliśmy sobie o tych, których chcieliśmy wyprzeć z pamięci, to jest o posadzkarzach i tynkarzach... No ale dobrnęliśmy (niemal) do szczęśliwego finału.
Fot. Akcja migracja

Szczegółami uraczymy Was wkrótce, a na razie - odpoczynek.

czwartek, 5 lutego 2015

O KUCHNIA! CZ. I

Już prawie z nami jest - kuchnia. Dziś ruszył montaż...
Fot. Akcja migracja

Trzymajcie kciuki!
Fot. Akcja migracja

poniedziałek, 2 lutego 2015

STOLIK KAWOWY - WIEŚCI Z "WARSZTATU"

Uspokojenie sytuacji na froncie zdrowotnym, pozwoliło uczestnikom naszej akcji wrócić do codziennych zajęć, a nawet podjąć odłożone na bok "wyzwania".  Między innymi coś drgnęło w temacie stolikowo-kawowym. Mamy więc nowe wieści z warsztatu, choć słowo warsztat trzeba tu wziąć w duży cudzysłów. Różnie można nasz garaż określać, ale "warsztat" akurat pasuje do niego średnio. To już prędzej psia buda, boerboel'ownia, kenel... Są co prawda tacy, który chcą garaż odzyskać dla samochodu (nie, nie Miki, on to by psy wpuścił do salonu, oddał im nie tylko miejsce dla samochodu, ale i własne łóżko ;-), ale ponieważ wymaga to sporej inwestycji ogrodowej, więc na razie szanse są na to marne. No, ale, przecież nie o psach miało być i naszych trudnościach w przestawieniu się z "miejskiego" podejścia do psiego tematu, tylko o stoliku. Oto on:
Fot. Akcja migracja

Ktoś obdarzony spora wyobraźnią ma już szanse dostrzec zarysy mebelka. Niewysoki, metr na metr, mają być jeszcze kółka i blat chyba, choć tu pewności brak, któż to bowiem może wiedzieć, czy konstruktor nie pójdzie w "awangardę" ;-)

wtorek, 6 stycznia 2015

ZRÓB TO SAM - STOLIK W SALONIE

Nowy rok przyniósł impas w naszych wnętrzarskich poczynaniach. Wciąż czekamy na stolarza, więc "operacja kuchnia" utknęła w martwym punkcie. Sypialnia też zawieszona, a w zasadzie właśnie nie zawieszona. Jednocześnie ciężko jakoś nam się zmobilizować. Święta rozleniwiają. Zmienna pogoda zniechęca do wychodzenia. W dodatku Nowa narzuciła codzienną rutynę, która w niezauważalny sposób pochłania godziny, dni, tygodnie. Męska część Akcji Migracji mierzy się z pracą i dojazdami. Czas ucieka przez palce.

Dziś, ku zdziwieniu naszych piesków, które musiały zaakceptować dodatkowy ruch w garażu, nastąpił mały zryw - zaczęliśmy prace nad stolikiem kawowym.
Fot. Akcja migracja
 
Pomysł na jego samodzielne wykonanie jest ubocznym efektem prac nad sypialnią oraz inspiracji zaczerpniętej z jednego z wnętrzarskich blogów. Czy trafi on do salonu, to zależy od ostatecznych efektów. Na razie natrafiliśmy na pewne braki materiałowe i sprzętowe wynikające z niedostatecznego przygotowania i konieczności przerobienia "projektu wykonawczego". Po uzupełnieniu zapasów, w weekend prace zostaną wznowione. O postępach, względnie porażkach będziemy raportować.

sobota, 13 grudnia 2014

KUCHNIA - PLAC BOJU

Ostatnio wspominaliśmy o niezbędnych przygotowaniach do urządzenia kuchni. Dziś rzut oka na "plac boju" - naszą kuchnię w stanie "0".
Fot. Akcja migracja

Totalna prowizorka. Wyżyn sztuki kulinarnej nie daje się tu osiągnąć... Dobrze, że w najbliższym miasteczku działa sporo dobrych barów.

piątek, 12 grudnia 2014

10-TY STOPIEŃ ZASILANIA (OKRKAN CZY INNE JAKIEŚ CÓŚ)

Wieś, natura, człowiek w obliczu żywiołów... W mieście tego nie znajdziecie. Dziś na przykład mamy tzw. 10ty stopień zasilania. Od południa trochę u nas wieje, no i... wywiało przed chwilą prąd. W wiejskich warunkach oznacza to wielogodzinną, jeśli nie wielodniową awarię. Nasza wieś niewielka, my niemal na końcu, a jakże, napowietrznej linii, w sąsiednich wsiach też wieje... Trochę poczekamy na zasilanie. A my oczywiście nie mamy jeszcze generatora...
Fot. Akcja migracja

Pozostają świeczki, piecyk typu koza i romantyczny wieczór we troje...
Fot. Akcja migracja

Za jakiś czas padną akumulatorki i kontakt ze światem też się skończy. W mieście tego nie znajdziecie...

czwartek, 11 grudnia 2014

KUCHNIA - KONCENTRACJA SIŁ I ŚRODKÓW

Dość długo radziliśmy sobie bez kuchni z prawdziwego zdarzenia. Z tak zwanych "dużych" inwestycji pierwszeństwo miały ocieplenie domu i elewacja tak, by zakończyć budowę i pozałatwiać "odbiory". Nie jest to może reguła w naszej okolicy, gdzie, jak chyba wszędzie w Polsce, nie brak zamieszkałych od lat "budów", ale my postanowiliśmy oddać budynek do użytkowania tak szybko, jak to tylko będzie możliwe, jednocześnie ostatecznie uwalniając się od prac tynkarskich. Skłoniła nas do tego nie tylko legalistyczna wobec prawa budowlanego postawa (choć też oczywiście ;-), ale przede wszystkim koszty ogrzewania i energii, która przy tzw. prądzie budowlanym jest sporo droższa. Ogrzewa nas - poza wewnętrznym żarem - pompa ciepła, więc cena energii elektrycznej ma niebagatelne znaczenie. W naszej gminie zróżnicowana jest też cena wody - niższa dla gospodarstw domowych. Niby drobiazg, ale też mobilizuje, by załatwić papiery.

Elewacja gotowa, dom "odebrany", przyszedł więc czas na realizację kolejnej pozycji na naszej niekończącej się liście, tym bardziej, że o ile we dwójkę brak urządzonej kuchni nie dawał się aż tak we znaki, to już w trójkę może to stać się lada chwila kłopotliwe. 

Tak spora zwłoka z urządzeniem kuchni ma jedną zaletę - jej projekt wydaje się być dobrze przemyślany, a my zdajemy się być pewni tego, jak nasza kuchnia powinna wyglądać. Już nie raz przekonaliśmy się, że długi czas od pomysłu do realizacji uchronił nas może nie tyle nawet przed błędami (choć też), co pozwolił w pełni uzmysłowić sobie czego tak na prawdę chcemy, w jakich wnętrzach będziemy się dobrze czuć. 

Mocno natchnieni...
amee allsop

zaczynamy więc operację "Kuchnia"!

Etap I: koncentracja sił i środków...
Fot. Akcja migracja

Zanim do pracy przystąpią stolarze musieliśmy skompletować niezbędny osprzęt. I tu niespodzianka, największy problem sprawił nam nie wybór lodówki, kuchenki, czy zlewu, ale wybór... uchwytów. Taka przypadłość szczególarzy - widzą problem tam, gdzie większość podejmuje decyzje bez trudu.
hettich

Nie pomogło, tak jak w przypadku dużego AGD, ograniczenie się do jednej firmy. Dalej mieliśmy do wyboru dziesiątki modeli, a gdy już podjęliśmy decyzję, to okazało się, że nasz uchwyt-wybranek nie jest dostępny nawet w Niemczech...  Druga próba okazała się bardziej udana, choć na uchwyty wciąż czekamy.

CDN...

czwartek, 4 grudnia 2014

DWUSETNY WPIS - NOWA NA WSI

Dziś mały jubileusz - dwusetny post. Tak się jakoś składa, że "okrągłe", wyjątkowe wpisy poświęcamy wyjątkowym w naszym życiu osobom. Postanowiliśmy podtrzymać tą tradycję, a jest ku temu dobra okazja, bowiem Akcja Migracja doznała właśnie wsparcia w postaci nowego jej uczestnika. Nowy uczestnik, a w zasadzie uczestniczka, zapewne jeszcze nie wie, że w czymkolwiek uczestniczy i, że jest częścią naszego "Wielkiego Planu", niemniej jesteśmy pewni, że będzie dla nas kimś bardzo ważnym.

Naszą wspólną drogę rozpoczął dłuuugi korytarz,
Fot. Akcja migracja

sterylnie, choć dość przytulnie urządzona Izba,
Fot. Akcja migracja

i mocno industrialne łóżeczko.
Fot. Akcja migracja

Obiecujemy nie zadręczać Was opowieściami o Nowej na wsi, niemniej pozwólcie, że czasami o Niej wspomnimy. W końcu od wtorku, także ona jest częścią Akcji Migracji.

niedziela, 30 listopada 2014

PRZYGOTOWANIA DO ZMIANY

W poprzednim poście pisaliśmy już o łagodzeniu klimatu i doborze niektórych elementów wystroju pokoju dla Gościa.
Tak, tak, zmiany idą wielkimi krokami, trzeba więc przygotować się na szerszą skalę.
Bo kiedy perspektywa z góry wygląda tak:
Fot. Akcja migracja

to nie ma co się ociągać, tylko trzeba zacząć wypełniać ciuszkami szafki, które już od miesiąca czekają w pogotowiu w pokoju, który z uporem nazywamy "gościnnym".
Fot. Akcja migracja

Nie sądziliśmy, że aż tyle tego może być! Samopomoc Chłopska (no dobra, Babska) potrafi zaskoczyć rozmachem! Dobrze, że szafki pojemne.
Fot. Akcja migracja



Fot. Akcja migracja
Będzie się działo! :)

piątek, 13 czerwca 2014

TARAS - ZAPOWIEDŹ

Elewacja elewacją, ale wykończenie domu z zewnątrz wymaga także kilku innych "drobiazgów". Należy do nich taras. Nasz nie jest ani przesadnie duży, ani też mały. Częściowo osłonięty dachem, wystawiony na południowe słonce, zaciszny, ma szansę być całkiem miłym miejscem. Trzeba go tylko jakoś zabudować. W naszych idealnych wyobrażeniach jego powierzchnia powinna współgrać z wnętrzem domu, stanowić jego naturalne przedłużenie. By to osiągnąć trzeba przede wszystkim wyeliminować różnicę poziomów pomiędzy podłogą w domu a tarasem. Najłatwiej to osiągnąć przy tarasie drewnianym. Przymierzamy się zatem do desek tarasowych...
Fot. Akcja migracja
Na razie wiemy jedno: kompozytowe "deski" jak dla nas odpadają. Ich bezproblemowe utrzymanie nie rekompensuje naszym zdaniem wrażenia sztuczności, jakie sprawiają (zwłaszcza w dotyku). Wybór naturalnego materiału ogranicza jednak dostępną kolorystykę. Przymiarki trwają...

wtorek, 10 czerwca 2014

NADAL ELEWACJA

Przy okazji ostatniego naszego wpisu okazało się, że sąsiedzi wiedzą lepiej niż my co się dzieje na naszej budowie. Nie ma się co dziwić, to jest wieś, tu niewiele się ukryje. Dziś postaramy się być na bieżąco, choć prace posuwają się na tyle sprawnie, że faktycznie trudno nadążyć. Właśnie kończy się wykonywanie warstwy zbrojącej, a dom przestał być żółto-zielony.
Fot. Akcja migracja

Trwają też prace nad tzw. podbitką. Przy jej wykonaniu zdecydowaliśmy się na rozwiązanie stosunkowo rzadko spotykane - zamiast tradycyjnej podbitki z drewnianych desek (czy ich kompozytowych zamienników) wybraliśmy podbitkę tynkowaną w kolorze elewacji. Czy rozwiązanie to się sprawdzi? Zobaczymy... Istnieje bowiem ryzyko pęknięć. Stosujemy specjalną zaprawę zbrojącą, a konstrukcja podbitki jest sztywna i dokładnie wykonana - mamy nadzieję, że to wystarczy. Natomiast z efektu wizualnego już wiemy, że będziemy zadowoleni.
Fot. Akcja migracja

Tynkowanie coraz bliżej... Wybór tynku nastręczył nam nieco trudności. Generalnie do dyspozycji są cztery podstawowe rodzaje: tynk mineralny, akrylowy, silikonowy, silikatowy. Już same nazwy są pokrętne, a to dopiero początek. Każdy z tych tynków ma inne cechy, a w konsekwencji wady i zalety. Dokonując wyboru, trzeba mieć świadomość, które z nich są dla nas najważniejsze (np. cena, podatność na porost glonów i zabrudzenia, paroprzepuszczalność, odporność na skurcz - pękanie itd.). My wahaliśmy się pomiędzy tynkiem silikatowym, a silikonowym. Przeważył mniej wymagający reżim technologiczny w przypadku tynków silikonowych, z zachowaniem wysokiej paroprzepuszczalności i odporności na glony. Ważne jest to, że taki tynk jest barwiony w masie, odpada więc konieczność jego malowania, a ewentualne uszkodzenia nie będą potem tak widoczne. Wybór rodzaju tynku to jednak nie wszystko, trzeba jeszcze dobrać kolor i fakturę. Kolor, jak wiadomo, to rzecz gustu. Nam jego wybór zajął może 5 minut, choć z tym białym wcale nie jest tak prosto, "białych" jest bowiem dostatek. Faktura tynku? Tzw. baranek. Zastosowanie "kornika" w postaci żłobień na elewacji w przypadku domu położonego wśród drzew nie wydawało się bowiem dobrym pomysłem. Wkrótce okaże się, czy wybór był trafny.

Fot. Akcja migracja

czwartek, 5 czerwca 2014

ELEWACJA

Pewnie zauważyliście, że jak dotąd dość oszczędnie dzieliliśmy się z Wami obrazami naszego domu z zewnątrz. Istnieje ku temu ważny powód - elewacja, a właściwie jej brak. Zapewne to niezgodne z zasadami budowlanej sztuki, ale dotąd stawialiśmy na wnętrza kosztem ocieplenia i elewacji właśnie. Wizja kolejnej zimy w nieocieplonym budynku i wieczna prowizorka wokół domu zmusiły nas jednak do zmiany podejścia.

Wykończenie domu z zewnątrz wymaga kilku decyzji. Przede wszystkim trzeba wybrać typ ocieplenia, a następnie - stosowanie do wybranej technologi - sposób wykończenia elewacji.

Na ociepleniowym rynku królują styropian i wełna mineralna. Wybór między nimi przypomina nieco udział w dyskusji o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy (lub odwrotnie). Styropian na pewno ma istotną przewagę - jest tańszy. Nie dziwi więc jego większa popularność wśród inwestorów, co ma też tę konsekwencję, że mniej jest ekip specjalizujących się w ocieplaniu wełną mineralną (na to przynajmniej wskazują nasze doświadczenia). My wybraliśmy wełnę. Dlaczego? Tym razem nie z przekory, choć oczywiście akurat nas można by o to spokojnie podejrzewać. Przekonały nas argumenty o  lepszym "oddychaniu" ściany ocieplonej w ten sposób. Fachowo nazywa się to chyba "oporem dyfuzyjnym", który w przypadku wełny jest zdecydowanie mniejszy niż przy styropianie. Czy jednak ma to rzeczywisty, realny wpływ na klimat pomieszczeń tego zapewne tak do końca się nie dowiemy. Nie brak sceptyków. Pamiętać tylko należy, że jeśli powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B i dla zachowania "oddychającego" efektu dobrać odpowiednie tynki (także wewnętrzne - ku zmartwieniu Panów tynkarzy wybraliśmy tradycyjne cementowo-wapienne, a nie prostsze w wykonaniu "gipsiaki"), a nawet gładzie, czy farby. 

Dobór grubości ocieplenia? Tu oparliśmy się modzie na dorzucanie dodatkowych centymetrów "żeby było cieplej". Po pierwsze, efektywność izolacji nie rośnie wprost proporcjonalnie do jej grubości (od pewnej grubości dalsze jej zwiększania daje coraz mniejsze zyski). Po drugie, gruba warstwa izolacji ogranicza światło okna, a w konsekwencji widok i dostęp słoneczka (a jak wiecie na tle okien mamy "świra"). 
Fot. Akcja migracja

Wybór wełny pozwala skorzystać z obu głównych technik ocieplania - lekkiej mokrej i lekkiej suchej. Czym się kierowaliśmy wybierając między nimi? Sposobem wykończenia ścian. Wybór technologii wpływa bowiem na możliwe sposoby wykończenia elewacji. Choć przez moment wahaliśmy się, czy nie wykorzystać płyt elewacyjnych, czy drewna, to jednak ostatecznie zdecydowaliśmy się na prostotę w postaci białego tynku, a skoro tynk, to metoda lekka mokra. A jaki ten tynk? O tym już niedługo.
Fot. Akcja migracja

niedziela, 12 stycznia 2014

WNĘTRZARSKIE INSPIRACJE - MEBLE: KROK I - BOCONCEPT

Powoli zapominamy o remontowym maratonie. Co więcej, z nowym rokiem zdają się wstępować w nas nowe siły, tak że jesteśmy chyba gotowi, by zmierzyć się z kolejnym wyzwaniem - czymś trzeba te nasze metry wypełnić. Generalną koncepcję mamy - tu stół, tam sofa, dalej fotel itd. Pozostają szczegóły, konkretne wybory... Trzeba zatem znów ruszyć na poszukiwania inspiracji oraz konkretnych ofert, tym razem już nie tylko w wirtualnym świecie, ale także w tzw. "real'u".

Łatwo powiedzieć "stół", "sofa", "fotel", ale jakie?! Dziesiątki modeli, setki rodzajów wykończeń i to odrzuciwszy wszystkie te, które są w stylach nam odległych. Hmm... Z drugiej strony, to jedna z zalet "migracji" - mamy pusty dom! To jak będzie wyglądał, zależy tylko od nas, a i o nieodwracalne błędy, jakie mogły się zdarzyć na wcześniejszych etapach budowy, teraz trudniej, więc spoko, czeka nas sporo radości.

*     *     *

Zachęceni ciekawym tegorocznym katalogiem, pierwsze kroki w nowym roku na ścieżce naszych poszukiwań skierowaliśmy  do salonu BoConcept.
Fot. Akcja migracja


Od razu spotkała nas miła niespodzianka. Już na początku zostaliśmy uraczeni pyszną kawą i ciasteczkami...
Fot. Akcja migracja

Bardzo to miłe i niewątpliwie dobrze świadczy o podejściu firmy do potencjalnego klienta, zwłaszcza, że takim gestom towarzyszy kompetentna, bardzo uprzejma i nienachalna pomoc osób prowadzonych sklep. Salon BoConcept w Gdyni ma u nas dużego plusa.

Przeglądając katalog mieliśmy już swoje typy, ale nic nie zastąpi kontaktu na żywo. Przede wszystkim katalogowe zdjęcia nie oddają w pełni rzeczywistych rozmiarów mebla, proporcji, sposobu jego wykończenia. Np. charakterystyczny fotel Imola okazał się dużo większy niż można by się spodziewać.
Źródło: pinterest.com

Z kolei pewna komoda, choć zwróciła naszą uwagę już na kartach katalogu, to dopiero na żywo zrobiła na nas wrażenie.
Fot. Katalog  BoConcept via AMM blog

Fot. Akcja migracja

Prosta, ale dopracowana forma, świetny kolor (matowy antracyt), pojemne szuflady. Na dodatek prezentowana była na ciemnoszarej kamiennej podłodze i z szarymi ścianami w tle. Gdzieś już chyba taki zestaw widzieliśmy...
Fot. Akcja migracja

Naszą uwagę przykuła też aranżacja przedpokoju z wykorzystanie pomysłowej szafki na buty.
Fot. Akcja migracja

Buty rzecz konieczna, zawsze uzbiera się kilka par, które używa się na bieżąco, warto by te były zawsze pod ręką, a nie ukryte głęboko w szafie lub garderobie. Buty nie są jednak ozdobą wnętrza. BoConcept wymyślił na to lekarstwo:
Fot. Akcja migracja

Buty są, a jakoby ich nie było :-) Fajne, co nie? Wystarczyła obrotowa konstrukcja szafki.

Ps.
Nasze zdjęcia słabe, bo robione telefonem. Aparatu zapomnieliśmy - jeszcze mało z nas profesjonalni "researcherzy" ;-)

czwartek, 2 stycznia 2014

CHOINKA

Święta, święta i po świętach. Dzisiejszy wpis utrzymamy jednak jeszcze w świątecznym klimacie. Chcielibyśmy bowiem opowiedzieć Wam o naszej tegorocznej świątecznej choince. W tym roku była ona  wyjątkowa. 

Dotychczas "w temacie" bożonarodzeniowego drzewka byliśmy na wskroś nowocześni. Jego rolę pełniła u nas żywa araukaria przybrana na tę okazję sznurem kolorowych światełek. Tradycyjnej choinki nie kupowaliśmy. Na wsi nasze podejście uległo diametralnej zmianie - postanowiliśmy powrócić do tradycji i wyposażyć się we własne drzewko. Mało tego, chcieliśmy zdobyć je sami, to znaczy sami upatrzyć, ściąć i przynieść, niczym zdobycz, do domu, czyli postąpić w sposób dla naszych nowych okolic zupełnie oczywisty i w żaden sposób nie nadzwyczajny. Dla nas było to jednak wyzwanie i powód do dumy (tak, tak, niewiele nam trzeba).

Wybór drzewka z pozoru nie powinien nastręczać trudności, mamy tu bowiem dokoła sporo dorodnych świerków:
Fot. Akcja migracja

Spokojnie, nie jesteśmy jednak aż takimi barbarzyńcami, by wycinać tak piękne drzewa. Wręcz przeciwnie, z gorliwością mieszczucha, na każde z nich chuchamy i dmuchamy, żal nam niemal każdej gałązki. "Ofiarą" padł młody i chorowity świerk kłujący (tzw. srebrniak) rosnący blisko linii energetycznej i z tej przyczyny z czasem i tak skazany na zagładę.
Fot. Akcja migracja

Jego wierzchołek nadawał się jednak w sam raz na świąteczne drzewko.
Fot. Akcja migracja

W ten oto sposób staliśmy się posiadaczami pierwszej od lat choinki:
Fot. Akcja migracja

Skromna dekoracja w postaci łańcuch gwiazdek z IKEA wystarczyła w zupełności. Dom od razu zyskał świąteczny klimat.
Fot. Akcja migracja






wtorek, 15 października 2013

W WOLNEJ CHWILI

Czas pędzi. Nowe dwa "obowiązki" jeszcze bardziej podkręciły tempo. Trudno znaleźć wolną chwilę, a przecież przy wykańczaniu (znamienne słowo w kontekście budowy, nie sądzicie? Wykańczanie... ciekawe kto kogo wykańcza, my dom, czy dom nas? :-) domu jest jeszcze tyle decyzji do podjęcia, pomysłów do przemyślenia. Dobrze, że szczeniaki jednak sporo śpią...
Fot. Akcja migracja


piątek, 11 października 2013

JAK "WPOMPOWAĆ" DO DOMU CIEPŁO

Sezon grzewczy już rozpoczęty. Także u nas. Wcześniej jednak trzeba było zadecydować co - oprócz nas samych i naszych psów oczywiście - będzie nas grzało. 

Wygodne i stąd popularne w mieście sposoby z góry odpadły. Na naszej wsi nie ma sieci gazowej, o sieci ogrzewania tzw. systemowego nawet nie wspominając. To niewątpliwy "koszt" wyprowadzki na wieś, przynajmniej z perspektywy mieszczucha, który tylko czeka na to "kiedy zaczną grzać", a kaloryfery "same" zrobią się gorące. Z kolei zasilanie ewentualnego pieca gazowego ze zbiornika wydało nam się nieopłacalne i w sumie nieco kłopotliwe (instalacja i obsługa zbiornika). Ogrzewanie elektryczne...tu i tak wszystko jest na prąd, tylko że w eksploatacji jest to najdroższe rozwiązanie...
Pozostawały więc albo sposoby tradycyjne albo bardzo nowoczesne.
Te pierwsze w postaci pieców na wszystko (tzw. śmieciuchów) oraz pieców na drewno królują w naszej okolicy. Zawłaszcza piece na drewno (co nowocześniejsze w wariancie tzw. zagazowującym) są tu popularne. Okolica obfituje bowiem w lasy. Czy jednak drewno będzie równie tanie i dostępne za 5, 10, 20 lat? Czy będzie nam się chciało ścinać, rąbać, układać? Wynajęcie do tego ludzi kosztuje, a nasze wydelikacone miejskie ręce nie przywykły jeszcze do siekiery i piły, nie mówiąc o tym, ze żal nam każdego drzewka (miejscowi podśmiewają się, że JESZCZE nam żal). A co z sezonowaniem drewna? W zasadzie jest konieczne. A kto będzie regularnie dokładał do pieca? Chcemy się zaszyć na wsi, ale nie chcemy być jej niewolnikami przywiązanymi w zimie do pieca...
Najpoważniej rozważaliśmy piece na tzw. pellet lub ekogroszek. Wybudowaliśmy nawet w tym celu specjalny komin. W obu przypadkach zasada działania jest podobna i eliminuje cześć mankamentów tradycyjnego pieca. Przede wszystkim z uwagi na zasobnik paliwa odpada konieczność częstego dokładania do pieca. Pozostaje konieczność składowania paliwa, konserwacji  i dozoru (w końcu to jednak żywy ogień). Trudno taki piec zostawić samemu sobie np. na tydzień.

Wychodzi na to, że nic nam nie pasuje. Znalazło sie jednak rozwiązanie...

Pamiętacie wykopki na naszej łące, o których parę tygodni temu wspominaliśmy?
Fot. Akcja migracja

Nie, nie budujemy drugiej Wenecji ani Kanału Panamskiego.
Fot. Akcja migracja

Te rowy mają nas...ogrzać, a ma to nastąpić, dzięki tej oto skromnej "lodówce":
Fot. Akcja migracja
I faktycznie grzeją. Jeszcze nie czas na podsumowania, ale sprawność pompy ciepła powinna osiągnąć co najmniej 1:3, czyli 1 kWh energii elektrycznej ma nam dać 3 razy tyle ciepła. Czysto, cicho, bezobsługowo. No, zobaczymy...

Na wypadek kryzysu energetycznego postanowiliśmy się jednak zabezpieczyć:
Fot. Akcja migracja

Fot. Akcja migracja
Bez rąbania więc się jednak nie obejdzie :-)