Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 czerwca 2014

ELEWACJA

Pewnie zauważyliście, że jak dotąd dość oszczędnie dzieliliśmy się z Wami obrazami naszego domu z zewnątrz. Istnieje ku temu ważny powód - elewacja, a właściwie jej brak. Zapewne to niezgodne z zasadami budowlanej sztuki, ale dotąd stawialiśmy na wnętrza kosztem ocieplenia i elewacji właśnie. Wizja kolejnej zimy w nieocieplonym budynku i wieczna prowizorka wokół domu zmusiły nas jednak do zmiany podejścia.

Wykończenie domu z zewnątrz wymaga kilku decyzji. Przede wszystkim trzeba wybrać typ ocieplenia, a następnie - stosowanie do wybranej technologi - sposób wykończenia elewacji.

Na ociepleniowym rynku królują styropian i wełna mineralna. Wybór między nimi przypomina nieco udział w dyskusji o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy (lub odwrotnie). Styropian na pewno ma istotną przewagę - jest tańszy. Nie dziwi więc jego większa popularność wśród inwestorów, co ma też tę konsekwencję, że mniej jest ekip specjalizujących się w ocieplaniu wełną mineralną (na to przynajmniej wskazują nasze doświadczenia). My wybraliśmy wełnę. Dlaczego? Tym razem nie z przekory, choć oczywiście akurat nas można by o to spokojnie podejrzewać. Przekonały nas argumenty o  lepszym "oddychaniu" ściany ocieplonej w ten sposób. Fachowo nazywa się to chyba "oporem dyfuzyjnym", który w przypadku wełny jest zdecydowanie mniejszy niż przy styropianie. Czy jednak ma to rzeczywisty, realny wpływ na klimat pomieszczeń tego zapewne tak do końca się nie dowiemy. Nie brak sceptyków. Pamiętać tylko należy, że jeśli powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B i dla zachowania "oddychającego" efektu dobrać odpowiednie tynki (także wewnętrzne - ku zmartwieniu Panów tynkarzy wybraliśmy tradycyjne cementowo-wapienne, a nie prostsze w wykonaniu "gipsiaki"), a nawet gładzie, czy farby. 

Dobór grubości ocieplenia? Tu oparliśmy się modzie na dorzucanie dodatkowych centymetrów "żeby było cieplej". Po pierwsze, efektywność izolacji nie rośnie wprost proporcjonalnie do jej grubości (od pewnej grubości dalsze jej zwiększania daje coraz mniejsze zyski). Po drugie, gruba warstwa izolacji ogranicza światło okna, a w konsekwencji widok i dostęp słoneczka (a jak wiecie na tle okien mamy "świra"). 
Fot. Akcja migracja

Wybór wełny pozwala skorzystać z obu głównych technik ocieplania - lekkiej mokrej i lekkiej suchej. Czym się kierowaliśmy wybierając między nimi? Sposobem wykończenia ścian. Wybór technologii wpływa bowiem na możliwe sposoby wykończenia elewacji. Choć przez moment wahaliśmy się, czy nie wykorzystać płyt elewacyjnych, czy drewna, to jednak ostatecznie zdecydowaliśmy się na prostotę w postaci białego tynku, a skoro tynk, to metoda lekka mokra. A jaki ten tynk? O tym już niedługo.
Fot. Akcja migracja

piątek, 11 października 2013

JAK "WPOMPOWAĆ" DO DOMU CIEPŁO

Sezon grzewczy już rozpoczęty. Także u nas. Wcześniej jednak trzeba było zadecydować co - oprócz nas samych i naszych psów oczywiście - będzie nas grzało. 

Wygodne i stąd popularne w mieście sposoby z góry odpadły. Na naszej wsi nie ma sieci gazowej, o sieci ogrzewania tzw. systemowego nawet nie wspominając. To niewątpliwy "koszt" wyprowadzki na wieś, przynajmniej z perspektywy mieszczucha, który tylko czeka na to "kiedy zaczną grzać", a kaloryfery "same" zrobią się gorące. Z kolei zasilanie ewentualnego pieca gazowego ze zbiornika wydało nam się nieopłacalne i w sumie nieco kłopotliwe (instalacja i obsługa zbiornika). Ogrzewanie elektryczne...tu i tak wszystko jest na prąd, tylko że w eksploatacji jest to najdroższe rozwiązanie...
Pozostawały więc albo sposoby tradycyjne albo bardzo nowoczesne.
Te pierwsze w postaci pieców na wszystko (tzw. śmieciuchów) oraz pieców na drewno królują w naszej okolicy. Zawłaszcza piece na drewno (co nowocześniejsze w wariancie tzw. zagazowującym) są tu popularne. Okolica obfituje bowiem w lasy. Czy jednak drewno będzie równie tanie i dostępne za 5, 10, 20 lat? Czy będzie nam się chciało ścinać, rąbać, układać? Wynajęcie do tego ludzi kosztuje, a nasze wydelikacone miejskie ręce nie przywykły jeszcze do siekiery i piły, nie mówiąc o tym, ze żal nam każdego drzewka (miejscowi podśmiewają się, że JESZCZE nam żal). A co z sezonowaniem drewna? W zasadzie jest konieczne. A kto będzie regularnie dokładał do pieca? Chcemy się zaszyć na wsi, ale nie chcemy być jej niewolnikami przywiązanymi w zimie do pieca...
Najpoważniej rozważaliśmy piece na tzw. pellet lub ekogroszek. Wybudowaliśmy nawet w tym celu specjalny komin. W obu przypadkach zasada działania jest podobna i eliminuje cześć mankamentów tradycyjnego pieca. Przede wszystkim z uwagi na zasobnik paliwa odpada konieczność częstego dokładania do pieca. Pozostaje konieczność składowania paliwa, konserwacji  i dozoru (w końcu to jednak żywy ogień). Trudno taki piec zostawić samemu sobie np. na tydzień.

Wychodzi na to, że nic nam nie pasuje. Znalazło sie jednak rozwiązanie...

Pamiętacie wykopki na naszej łące, o których parę tygodni temu wspominaliśmy?
Fot. Akcja migracja

Nie, nie budujemy drugiej Wenecji ani Kanału Panamskiego.
Fot. Akcja migracja

Te rowy mają nas...ogrzać, a ma to nastąpić, dzięki tej oto skromnej "lodówce":
Fot. Akcja migracja
I faktycznie grzeją. Jeszcze nie czas na podsumowania, ale sprawność pompy ciepła powinna osiągnąć co najmniej 1:3, czyli 1 kWh energii elektrycznej ma nam dać 3 razy tyle ciepła. Czysto, cicho, bezobsługowo. No, zobaczymy...

Na wypadek kryzysu energetycznego postanowiliśmy się jednak zabezpieczyć:
Fot. Akcja migracja

Fot. Akcja migracja
Bez rąbania więc się jednak nie obejdzie :-)

czwartek, 29 sierpnia 2013

OKNA NA ŚWIAT

Dziś kolejna strona z dziennika budowy - okna.
Ich wybór i montaż oznaczał przełom, etap pośredni pomiędzy "ciężką" budowlanką, a pracami wykończeniowymi. Decyzja miała kapitalne znaczenie. Kolor, wielkość, kształt okien wpływa bezpośrednio na klimat i styl wnętrz. Nie bez znaczenia jest także funkcjonalność, trwałość, parametry techniczne... Spory materiał do przemyśleń, a pierwsze decyzje (ilość, wielkość i rozmieszczenie otworów okiennych) trzeba podjąć już na etapie projektu, no chyba, że ktoś wyznaje filozofię pod hasłem: "zadecyduje się na budowie". Gdy murarz niecierpliwie patrzy na ręce, a w betoniarce tężeje zaprawa, nie jest jednak łatwo dokonywać dobrych wyborów, a i nadzór budowlany może na etapie odbioru dziwić się nieuwzględnionym w projekcie oknom. Takie podejście zatem odradzamy (w tym wypadku można zaufać fachowej prasie, gdy poucza, że należy trzymać się projektu i nie podejmować decyzji ad hoc).

Na tym etapie nasze wybory podporządkowane były jednej idei - wpuścić do domu jak najwięcej światła, jak najmocniej wyeksponować otoczenie domu, krótko mówiąc - jak najwięcej jak największych okien, dom maksymalnie otwarty na ogród. Ograniczeniem były tylko techniczne możliwości wybranego projektu oraz estetyka całości (zachowanie proporcji całej bryły) i całe szczęście, bo gdyby nie one, to wyszła by nam szklarnia :-) Ofiarą naszej filozofii padła natomiast funkcjonalność (mało "pełnych" ścian, które można by zagospodarować meblami). Była to też jawna zapowiedź zamachu na domowe finanse. Ważne, że byliśmy świadomi tych skutków i ofiara złożona został z premedytacją.
W efekcie ściany wyszły nam nieco "podziurawione":
Fot. Akcja migracja

Etap drugi to wybór koloru i stylu okien plus cała masa detali technicznych (ilu szybowy pakiet, jakie profile, rolety, okucia).
Co do koloru to sprawa była względnie prosta. Poszliśmy pod prąd i zamiast "złotego dębu" wybraliśmy kolor zgrany z dachówką - antracyt.
Kłopot sprawiły tzw. podziały (szprosy - te ozdobne i konstrukcyjne), a konkretnie, czy, a jeśli tak, to jakie i jak rozmieszczone mają one być. Poszukując rozwiązania, posiłkowaliśmy się własnoręcznie wykonanymi modelami (powycinane z papieru "szprosy" różnej wielkości ponaklejane na okna w mieszkaniu - prowizorka totalna, ale daje wyobrażenie, jak podział całego okna będzie wyglądał w skali 1:1 i to zarówno w dzień, jak i w nocy, z wewnątrz, jak i z zewnątrz). Miało być względnie nowocześnie oraz z poszanowaniem dla światła i widoku. Efekt ocenicie sami.
Technika - tu wybraliśmy drogę środka, czyli jak najlepsze parametry w sprawdzonej technologii. Bez rozwiązań "niskobudżetowych" i bez niesprawdzonych nowinek typu profil o grubości ponad 100 mm i pakiet czwórszybowy.
Wybór firmy - tu niespodzianka, na nasze zapytanie ofertowe (wcale przecież nie opiewające na taką małą kwotę) rozesłane mailowo (producentów okien nie brakuje) odpowiedziała rzetelnie tylko jedna firma. Kontakt osobisty potwierdził dobre pierwsze wrażenie (pozdrowienia dla P. Aliny :-) a, że naszym głównym kryterium przy współpracy jest solidność i zaufanie, to wybór okazał się prosty. Pozostawało złożyć zamówienie, zapłacić zaliczkę i czekać...
Fot. Akcja migracja

na ekipę montażową i...
Fot. Akcja migracja

na efekty.
Fot. Akcja migracja

A oto i wspomniane szprosy, z wewnątrz...
Fot. Akcja migracja

i z zewnątrz:
Fot. Akcja migracja
 Nam się podoba.


wtorek, 26 marca 2013

O POSZUKIWANIACH SWOJEJ ARKADII

Dziś temat nieco poważniejszy. Właściwe to od tego powinniśmy zacząć. Warunkiem migracyjnej akcji jest posiadanie własnego kawałka, jeszcze nie podłogi, ale ziemi, na której ta podłoga mogłaby w przyszłości powstać, ziemi, która by spełniała nasze wyobrażenie o własnym zielonym zakątku z dala od miejskiego zgiełku. Jak jednak znaleźć swoją krainę wiecznej szczęśliwości? Ponieważ ten etap migracji mamy już za sobą, a nawet udało nam się pomóc przyjaciołom znaleźć kawałek ziemi w sąsiedztwie, postanowiliśmy podzielić się z Wami naszymi doświadczeniami w tym względzie, a że tytuł bloga zobowiązuje, to opiszemy cała "akcję" po wojskowemu.
Fot. Akcja migracja

Punkt 1. Rekonesans
W dobie internetu wielu rozpoczyna swe poszukiwania od internetowych ogłoszeń sprzedaży nieruchomości. Naszym zdaniem to szukanie - używając "wiejskiej" metafory - igły w stogu siana.
Źródło: www.google.pl
Lepiej zacząć od znalezienia "swojej" wsi. Może od dawna jeździcie gdzieś na podmiejskie spacery, włóczycie się z psami po polach, a może jakaś wieś zauroczyła Was podczas odwiedzin u znajomych, rodziny... Jeśli odwiedza się jakieś ulubione miejsce od dłuższego czasu i o różnych porach roku, to już się o nim sporo wie, np. czy w sąsiedztwie nie ma jakiejś wielkiej fermy, a cicha zimą kraina "ożywa" wiosną hukiem quadów, ciężarówek skracających sobie drogę do pobliskiej żwirowni itp. W ogłoszeniach zazwyczaj o tym nie piszą :-) Warto też pooglądać sobie ulubioną okolicę z lotu ptaka (http://maps.geoportal.gov.pl/) przy okazji orientując się co do ilości i wielkości działek na danym terenie.

Punkt 2. Oznaczenie celu
Teraz trzeba znaleźć konkretną działkę, która jest "do kupienia". Radzimy przejrzeć nie tylko wybrane ogłoszenia (tu niestety wielu pośredników i jak to się mówiło dawniej, "spekulantów" :-), ale także np. oferty Agencji Nieruchomości Rolnych (wiele przetargów, zwłaszcza na mniejsze działki nadające się do zabudowy ma charakter nieograniczony - nie trzeba być rolnikiem), ale najważniejsze, co możemy doradzić, to udanie się do właściwego urzędu gminy i odnalezienie osoby odpowiedzialnej za tzw. gospodarkę nieruchomościami lub komendanta straży gminnej (tak, tak nie przesłyszeliście się). To jest wieś - tu "wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą", a już zwłaszcza człowiek, który od lat w urzędzie zajmuje się nieruchomościami potrafi być doskonale zorientowany kto "na jego terenie" przymierza się do sprzedaży kawałka pola, a nieraz i całego gospodarstwa. A może sama gmina właśnie sprzedaje działki... Jeśli trafimy na kogoś życzliwego, to może być to prawdziwa kopalnia informacji.

Punkt 3. Atak
Każdy szuka trochę czego innego i ma różne możliwości, nie będziemy więc wymądrzać się na co należy zwrócić uwagę przed zakupem i jak negocjować za sprzedawcą. Na pewno warto zorientować się, czy są szanse uzbrojenia terenu w energię elektryczną i wodę (Energetyka jest gotowa ciągnąć linię niemal wszędzie, ale uwaga na koszty; można próbować mieć własną studnię, ale nie wszędzie trafi się na dobrą wodę). Nie zaszkodzi też sprawdzić w urzędzie gminy, czy dla danego obszaru nie uchwalono miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (a jeśli tak, to jakie są jego postanowienia co do interesującego nas obszaru) albo, czy w okolicy nie jest planowana np. farma elektrowni wiatrowych (no chyba, że ktoś ma upodobanie do wiatraków na horyzoncie niczym Don Kichote z Manchy). Jeśli ktoś zamierza działkę zabudować lub rozbudować istniejącą już zabudowę, to zalecamy ostrożność przy kupowaniu działki położonej w szczerym polu z dala od innych domostw (może być problem z tzw. WZ'tką o ile dla terenu nie ma miejscowego planu).

Punkt 4. Triumf
Jak się wszystko uda, to - jak słusznie zauważyła jedna z naszych Czytelniczek - można kupować kalosze :-) 
Fot. Akcja migracja